Nawrót: Nic się nie zmieni, jeśli nic się nie zmieni

Udostępnij:

Ludzie mają ten negatywny obraz uzależnionego lub alkoholika jako kogoś żyjącego pod mostem, bezdomnego, bez rodziny, bez niczego. A jednak byłem tam - odnoszący sukcesy, z tytułem magistra, żonaty, syn w przedszkolu - wszystko wyglądało świetnie na zewnątrz - a wewnątrz byłem nieszczęśliwy, pokonany i ukrywałem fakt, że byłem szalejącym alkoholikiem. Mogłam być twoją sąsiadką, siostrą lub najlepszą przyjaciółką. Mogłam być kimkolwiek, kogo potrzebowałeś, bylebyś tylko nie wiedział o moim sekretnym związku z alkoholem. Jako alkoholik byłem pełen wstydu i poczucia winy i czułem, że nie mam innego wyjścia, jak tylko dalej pić. Bałem się przyznać, że zmagam się z problemami i potrzebuję pomocy. Nie czyniło to ze mnie złej osoby, oznaczało jedynie, że jestem chory i nie mogę dłużej próbować naprawiać się za pomocą alkoholu. Zajęło mi to trzy rundy leczenia i kilka nawrotów, zanim znalazłem trzeźwość i wyzdrowienie. Dziś dzielę się moim doświadczeniem nawrotu i wyzdrowienia, ponieważ daje to innym ludziom nadzieję, że istnieje życie po uzależnieniu.

Początek

Dorastałem w New Jersey w rodzinie z wyższej klasy średniej i miałem szczęśliwe i kochające wychowanie. Uzależnienie i alkoholizm nie były częścią mojego dzieciństwa, więc nie miałem pojęcia, z czym mam do czynienia, gdy stało się to częścią mojego życia. Etapy alkoholizmu zaczęły się w college'u, gdzie kultura polegała na ciężkiej nauce w ciągu tygodnia i ostrym imprezowaniu w weekendy. W tym czasie przeczuwałem, że mogę mieć problem z alkoholem, ale wszyscy inni w mojej szkole pili w podobny sposób i usprawiedliwianie moich zachowań było łatwe.

Kiedy skończyłam studia i wyszłam za mąż, zdałam sobie sprawę, że podczas gdy moi przyjaciele ograniczyli swoje picie, moje picie nadal się nasilało. Więc, przy wsparciu rodziny, przestałem pić na siedem lat - bez względu na wszystko. Patrząc wstecz, zdaję sobie sprawę, że ten okres abstynencji nie był tak naprawdę powrotem do zdrowia, ponieważ nie uporałem się z żadnymi problemami leżącymi u podstaw mojego uzależnienia. Po prostu nie piłem i skupiłem się na rodzinie i karierze.

W miarę upływu czasu w okresie abstynencji wszystko się zmieniało. Przeszłam trzy poronienia. Moje małżeństwo zaczęło się rozpadać. Mój syn miał problemy zdrowotne. Alkohol wydawał się łatwym sposobem na ucieczkę. Nie byłam świadoma, że alkoholizm jest postępujący i że moje uzależnienie czekało, aż wznowię picie.

Na początku moje picie miało charakter towarzyski, ponieważ wypiłem kilka kieliszków wina z sąsiadami, aby złagodzić stres. Jednak szybko stało się to jedną piątą rumu dziennie. Stałem się dobry w ukrywaniu mojego używania alkoholu. Przez dwa lata kłamstwa i manipulacje pozwalały mi kontynuować picie w tajemnicy. Kiedy moja rodzina w końcu zdała sobie sprawę z rozmiarów mojego używania, zmusiła mnie do leczenia, grożąc mi utratą syna.

Od nawrotu i powtórki do uzdrowienia

W ciągu 12 miesięcy uczęszczałem do trzech ośrodków terapeutycznych.

Kiedy po raz pierwszy zostałem wypisany z leczenia, wytrzymałem sześć godzin zanim się upiłem. Po drugiej rundzie leczenia przez kilka miesięcy przebywałem w domu odwykowym, po czym przeniosłem się do własnego mieszkania i pozostałem trzeźwy przez sześć miesięcy. Potem próba poradzenia sobie z rozwodem, dzieleniem się opieką nad synem i dowiedzeniem się o diagnozie raka u mojego taty okazała się dla mnie zbyt duża. Wróciłem do tego, co było łatwe i wygodne - alkoholu.

Niedługo po tym nawrocie, w środku pijackiego stuporu, miałem chwilę jasności. Zadzwoniłem do rodziców i powiedziałem trzy małe słowa, które zmieniły moje życie: "Potrzebuję pomocy". W ciągu kilku godzin znalazłam się w Caron.

W Caron byłam po raz pierwszy i trafiłam do oddziału z innymi, którzy rozumieli, jak wygląda walka z nawrotami. Moje dno nie było tak złe jak innych, ale szybko nauczyłam się, że moje dno będzie się pogłębiać, dopóki nie poddam się całkowicie i nie zacznę pracować nad sobą. Musiałem pogodzić się z moim piciem i z tym, co robiło ono nie tylko mnie, ale także mojemu synowi i mojej rodzinie. Doszedłem do punktu, w którym coś musiało ustąpić - i tym czymś był alkohol. Tylko wtedy mogłem zacząć pracować nad sobą i wszystkimi podstawowymi problemami, których unikałem pijąc każdego dnia.

Moje pierwsze dwa doświadczenia w ośrodkach leczenia były w dużej mierze napędzane zewnętrznie i reagowałem na groźby rodziny i strach przed utratą syna. Podczas tych pobytów robiłem wszystko, co mi kazano, a i tak to nie działało, bo po prostu wykonywałem ruchy. Kiedy trafiłam do Caron, wreszcie zrozumiałam, że to sytuacja życia lub śmierci. Tym razem robiłem to dla siebie. Tym razem byłem cały i nie przestawałem walczyć o swoją trzeźwość.

Co sprawiło, że wyzdrowienie stało się dla mnie prawdziwe

Kiedy wróciłem do domu, moja rodzina i przyjaciele wspierali mnie, ale nie mieli doświadczenia z pierwszej ręki, ani nie rozumieli w pełni uzależnienia i zdrowienia. Kluczowym elementem sukcesu w moim wyzdrowieniu jest otaczanie się ludźmi, którzy również poświęcają się swojej trzeźwości. Jedną z pozytywnych różnic tym razem było utrzymywanie kontaktu z ludźmi w Caron po zakończeniu leczenia. Obejmowało to rówieśników z oddziału nawrotów i personel, z którym pracowałem podczas mojego pobytu na "Magicznej Górze". Chodziłam też codziennie na spotkania i zaprzyjaźniłam się z innymi kobietami w programie. Przebywanie wśród ludzi, którzy rozumieli moją walkę i rozumieli przez co przechodziłam, było potężnym i znaczącym doświadczeniem.

Kiedy opuściłem Caron, moja trzeźwość była priorytetem i kontynuowałem pracę nad moim wyzdrowieniem każdego dnia. Mój plan po odwyku obejmował pracę ze specjalistą od uzależnień raz w tygodniu, cotygodniowe uczęszczanie na grupę współuzależnienia, powrót do grupy domowej i sponsora oraz dokładną pracę nad 12 krokami. Nadal uczęszczałem do kaplicy w Caron co drugi weekend, jadąc godzinę w każdą stronę, ponieważ zdawałem sobie sprawę, jak ważne jest utrzymanie Caron jako integralnej części mojego programu zdrowienia.

Nawrót nie jest porażką

Każdy program i proces zdrowienia jest inny dla każdej osoby. Niektórzy ludzie wracają do zdrowia, a inni nie. Nie powinniśmy się wstydzić nawrotu, jeśli on nastąpi. Nie oznacza to porażki. To wymowny znak, że czegoś brakuje w naszym programie zdrowienia i że musimy spróbować czegoś innego. Nic się nie zmieni, jeśli nic się nie zmieni. Tak więc, jeśli się nawrócimy, wstajemy i próbujemy ponownie. Musimy iść dalej. Nie możemy się poddać. Od tego zależy nasze życie.

Z powodu mojego nawrotu znalazłem Caron, otrzymałem pomoc, której potrzebowałem i byłem w stanie stworzyć dla siebie zupełnie nowe życie. Dziś jestem terapeutką od uzależnień. Wyszłam ponownie za mąż za wspaniałego mężczyznę, który wspiera mój powrót do zdrowia. Mam piękne relacje z moją rodziną i moim synem. Żadne z tych rzeczy nie wydawało się możliwe prawie cztery lata temu, kiedy byłam w środku mojego uzależnienia. Jednak dzięki determinacji, nieustannemu poświęceniu i nowej wierze w siebie, udało mi się znaleźć szczęście w moim wyzdrowieniu.

Dla tych z was, którzy nadal są w aktywnym uzależnieniu lub mają bliską osobę walczącą o trzeźwość, nie poddawajcie się. Nie jesteśmy straconą sprawą. Po prostu nie znaleźliśmy jeszcze momentu, w którym możemy się całkowicie poddać i zacząć pracować nad sobą. Nigdy nie przestawaj wierzyć, że wyzdrowienie jest możliwe. Jest nadzieja.