Rodzicielska ingerencja: Jak presja osiągnięć osłabia zdolność naszych dzieci do osiągania sukcesów

Udostępnij:

Jako rodzice chcemy dla naszych dzieci tego, co najlepsze. Chcemy je chronić przed całym złem tego świata i dać im wszelkie możliwości odniesienia sukcesu. Jednak to pragnienie, by pomóc naszym dzieciom, poszło w złym kierunku. W społeczeństwie nastąpił zwrot ku skrajnej formie ingerencji rodzicielskiej, której skutki obserwujemy klinicznie od dziesięciu lat, a która stała się szkodliwa dla naszych dzieci. Jak opisano w New York Timesie, "rodzice pługów śnieżnych", zwani też rodzicami spychaczami lub rodzicami kosiarzami, przenieśli nadmierne rodzicielstwo na nowy poziom, stawiając sobie za cel usunięcie wszelkich przeszkód w życiu swoich dzieci, tak aby w podaniach na studia miały wspaniałe życiorysy pełne osiągnięć naukowych i sportowych.

Oznacza to nie tylko zapisywanie dzieci do ekskluzywnych przedszkoli i szkół, przesadne planowanie zajęć i spotkań z dziećmi, ale także wybieranie im przyjaciół, dbanie o to, by ich dzieci dostawały oceny, na które być może nie zapracowały, załatwianie staży lub miejsc w drużynach sportowych, do których ich dzieci nie mają kwalifikacji, bo nigdy na nie nie zapracowały, a nawet nie zostały postawione w sytuacji ewentualnej porażki.

ale jeśli zacznie się to robić na wczesnym etapie, można wpłynąć na nie w sposób, który będzie miał bardzo pozytywny wpływ na ich długoterminową trajektorię. Rodzicielska ingerencja sprzyja skrajnemu poczuciu uprawnień, co prowadzi do powstania środowiska wysokiego ryzyka wystąpienia chorób psychicznych i uzależnień u młodych dorosłych, którym rodzice mieli nadzieję pomóc.

Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z rosnącej przepaści między tymi, którzy mają, a tymi, którzy nie mają. Im bardziej zbliżamy się do górnych 0,1% dochodów, tym szybciej się od nich oddalamy. Jednak nawet ci, którzy znajdują się w pierwszej dziesiątce procenta, znacznie zyskują w stosunku do swoich rówieśników z dolnej dziewięćdziesiątki. Zamożne rodziny dostrzegają ten trend i zdają sobie sprawę, że mobilność społeczna będzie coraz trudniejsza. Wiara w to, że wyższe wykształcenie jest najlepszym sposobem na otwarcie drzwi możliwości, osiągnęła w naszym społeczeństwie poziom gorączki. Rodziny najbardziej obawiają się, że ich dzieci zostaną w tyle, jeśli nie zdobędą dyplomu wybranej uczelni. Ten strach powoduje zachowania podobne do szabrowników w czasie zamieszek.

Niezależnie od tego, czy chodzi o niedawny skandal związany z przyjmowaniem na studia, czy nadużywanie leków na zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD) w celu poprawy wyników, o czym niedawno mówiła moja koleżanka dr Susan Blank w tym wpisie na blogu, rodzice szukają wszelkich korzyści dla swoich dzieci. Takie zachowanie powoduje jednak widzenie tunelowe tego, co naprawdę dzieje się z ich dzieckiem. Nie pozwala rodzicom dostrzec, że ich dzieci mogą mieć problemy w tej czy innej dziedzinie. To nadmierne skupienie się na własnym planie prowadzi do podejmowania decyzji rodzicielskich, które - choć podejmowane w dobrych intencjach - często nie leżą w najlepszym interesie dziecka.

Znaczenie dopuszczania do błędów

Nadmierne zaangażowanie rodziców jest powszechne, nie tylko w szkole średniej, ale także na studiach i później. Nawet w mojej pracy zdarzało się, że rodzice pracowników dzwonili do mnie w imieniu swoich dorosłych dzieci! Jest to niepokojące, ponieważ uważam, że ma to ogromny wpływ na rozwój zdrowego poczucia własnej wartości, powodując, że ludzie myślą: "Najbliżsi mi ludzie mają tak małe zaufanie do moich umiejętności dbania o siebie, że będą ingerować w moje życie, jakbym był dzieckiem".

Rodzice naprawdę nie chcą, by ich dzieci myślały, że są niekompetentne, ale rodzicom trudno jest opanować własny niepokój o przyszłość swoich dzieci. Kiedy pozbawiamy nasze dzieci doświadczeń z dzieciństwa i młodej dorosłości, podejmując wszystkie decyzje i pozwalając im uniknąć konsekwencji ich działań, nie uczą się one, jak radzić sobie z własnymi uczuciami, jak przezwyciężać porażki i osiągać cele.

Musimy nauczyć się pozwalać sobie nawzajem na popełnianie błędów i uczyć się na nich.

Wszyscy popełniamy błędy, a pewnych życiowych lekcji powinniśmy się nauczyć w szkole średniej, kiedy konsekwencje popełnienia błędu są mniej tragiczne. Czy nauczymy się ich w pierwszej pracy w wieku 25 lat? Jeśli nie wtedy, to czy wtedy, gdy jesteśmy małżeństwem i mamy dwójkę dzieci? W miarę upływu czasu życie staje się coraz bardziej skomplikowane, a konsekwencje coraz bardziej dotkliwe.

Jako społeczeństwo staliśmy się o wiele mniej tolerancyjni wobec myśli, że kiedykolwiek powinniśmy czuć się niekomfortowo. W pośpiechu szukamy pocieszenia, zamiast zmagać się z bólem lub trudnościami. Ten eskapizm jest siłą napędową dzisiejszej epidemii uzależnień i rosnących obaw związanych z uzależnieniami procesowymi, takimi jak hazard, seks i gry.

Dlaczego poczucie uprawnienia jest tak niebezpieczne

Być może najbardziej niebezpieczne jest poczucie uprawnienia, które wyrasta z tego, że każda okazja jest podawana na srebrnej tacy. Zachowywanie się w sposób uprawniony jest oznaką braku poczucia bezpieczeństwa. Ktoś, kto jest pewny siebie, nie będzie zachowywał się w sposób uprzywilejowany, ponieważ jest przekonany, że potrafi zaspokoić swoje potrzeby, natomiast ktoś, kto czuje się niepewnie, będzie często zachowywał się w sposób uprzywilejowany, aby zrekompensować swoje wewnętrzne poczucie nieadekwatności.

Poczucie uprawnień naraża ludzi na dodatkowe ryzyko zachowań uzależniających, ponieważ pozbawia się ich odporności i czynników chroniących przed szkodliwymi zachowaniami jako sposobu radzenia sobie z problemami. Bez możliwości samodzielnego rozwijania tych cech, w końcu będą dążyć do tego, co pomoże im zaspokoić swoje potrzeby, a często jest to coś szkodliwego, jak narkotyki czy alkohol.

Czytający to rodzic może pomyśleć: "Świetnie, więc to wszystko moja wina". Nie o to mi chodzi i nie sądzę, aby takie myślenie było pomocne. Jednak dla wielu rodziców może być zaskoczeniem, że to właśnie oni wywierają największą zewnętrzną presję na swoich nastolatków i młodych dorosłych. Trzeba jednak pamiętać, że drzwi działają w obie strony. Rodzice mogą wywierać ogromny wpływ na swoje dzieci poprzez zdrowy dialog na temat czynników ryzyka, stresu oraz niebezpieczeństw związanych z używaniem narkotyków i alkoholu. Można w to wierzyć lub nie, ale dzieci i młodzi dorośli zwracają się w tych sprawach przede wszystkim do rodziców. Jeśli jednak rodzice zaniedbają obowiązek prowadzenia takiego dialogu, dzieci będą szukać wskazówek w grupie rówieśniczej.

W większości rodzin, z którymi pracujemy w Caron, dzieci miały problemy z narkotykami i alkoholem przez wiele lat. Jednak dopiero gdy problem stał się poważny, rodzina rozpoczęła jakikolwiek dialog na temat narkotyków i alkoholu. Strusie podejście do problemów - chowanie głowy w piasek - prowadzi do znacznie większego prawdopodobieństwa wystąpienia poważnych konsekwencji. Rozmowa z dzieckiem o narkotykach i alkoholu, seksie, pornografii, związkach, znęcaniu się itp. jest trudna i niewygodna, ale jeśli zacznie się ją prowadzić na wczesnym etapie, można wywrzeć na nie bardzo pozytywny wpływ w dłuższej perspektywie.

Rozumiem to. To jest trudne. Kuszące jest wyrzucenie pieniędzy na ten problem. Ale wiecie co? Bycie dorosłym jest trudne, tak samo jak bycie rodzicem. Rodzicielstwo powinno mieć chwile radości i szczęścia, ale ostatecznie naszym obowiązkiem jako rodziców jest pomoc w kształtowaniu charakteru naszych dzieci. Potrzebują one granic, wskazówek i tego rodzaju informacji zwrotnych z naszej strony. Muszą rozwijać swoje wewnętrzne zasoby, aby radzić sobie w życiu ze wzlotami i upadkami, aby stanąć na własnych nogach.

To największy prezent, jaki możemy dać naszym dzieciom.