Prawdziwe rozmowy z absolwentami

W Caron, bycie Prawdziwym o Odzyskaniu oznacza dzielenie się prawdziwymi historiami prawdziwych absolwentów, aby pomóc innym ludziom, którzy potrzebują tego usłyszeć i znaleźć komfort w połączeniu.

Oto rzut oka na podróż Amy w szczerym i wnikliwym Q&A.

Jak wyglądało twoje życie zanim zdecydowałaś się przyjść do Caron?

Historia jest taka, że przez siedem lat nie piłam alkoholu. Już wcześniej wiedziałam, że mam problem i po prostu przestałam pić. W tym czasie wyszłam za mąż, urodziłam syna i poszłam na studia.

To było stresujące i zwróciłam się w stronę alkoholu, myśląc: "Zrobię to tylko jako rzecz towarzyską lub może sposób, aby poradzić sobie trochę". Potem miałam kilka poronień. Mój związek się rozpadał. Było dużo żalu i straty. Zanim się zorientowałam, moje picie nasiliło się do punktu, w którym piłam przez cały dzień.

Czy presja, którą odczuwałaś, przyczyniła się do używania alkoholu?

Myślę, że presja związana z byciem mamą, żoną i córką. Byłam naprawdę dobra w tych wszystkich rzeczach, ale nie wiedziałam jak być sobą. Alkohol zmniejszył tę presję i polegałam na nim, aby przetrwać codzienne życie. Potem to się nasiliło do tego stopnia, że moje życie kręciło się wokół kolejnego drinka.

Nikt nie powiedział mi, że muszę iść na studia i do szkoły średniej, wyjść za mąż i mieć 2,5 dziecka. Ale tak robili wszyscy w mojej rodzinie i społeczności, więc czułam dużą presję, by podążać tą ścieżką. Przechodziłem przez ruchy i robiłem to, co myślałem, że wszyscy chcą mnie zrobić, w przeciwieństwie do tego, co chciałem zrobić.

Oczywiście, kiedy budzisz się i pierwszą rzeczą, jaką robisz, jest wypicie drinka, zdajesz sobie sprawę, że istnieje problem, ale ja nie widziałem wyjścia. Bałem się poprosić o pomoc. Nie chciałem przyznać, że mam problem, bo wtedy moja jedyna kula u nogi - jedyna umiejętność radzenia sobie, jaką miałem - zostałaby usunięta i nie miałbym nic. Dopiero kiedy trafiłem do Caron i w pełni zaakceptowałem fakt, że jestem alkoholikiem, otrzymałem wsparcie, aby zrobić to, co muszę zrobić, aby uzyskać i, co najważniejsze, utrzymać trzeźwość.

Jak się czułeś zanim zdecydowałeś się przyjść do Caron?

Byłem pokonany. Byłem nieszczęśliwy. Byłem samotny. W zasadzie postawiłem się w sytuacji, z której nie sądziłem, że mogę się wydostać. Beznadzieja i bezradność zdecydowanie opisują to, co czułem w tamtym czasie.

Po tych siedmiu latach niepicia, kiedy znów zaczęłam pić, trzymałam to w tajemnicy. Mój ówczesny mąż wiedział i może garstka przyjaciół. Moja rodzina nie miała pojęcia. Zdecydowanie nie byłam na zewnątrz w restauracjach czy barach, gdzie piłam. Piłam w domu lub w sąsiedztwie. Starałem się zachować to w tajemnicy, jak to tylko możliwe. Było wiele presji, aby być tą idealną osobą, która teraz zdaję sobie sprawę, że nie istnieje. Wierzyłam, że jeśli przyznam się do tego, że znowu piję, będzie to słabość lub negatywne spojrzenie. Więc to był zdecydowanie sekret.

Powiedziałabym, że przyszłam do Caron z porażki. Rok wcześniej byłam w dwóch ośrodkach terapeutycznych i w domu odwykowym. Próbowałem tego całego trzeźwienia. Po kilku miesiącach wracałem do nałogu. Potem kilka miesięcy trzeźwości i znowu nawrót. Więc próbowałam wytrzeźwieć. Rozwodziłem się, starałem się o opiekę nad synem, wszystko to działo się w tym samym czasie. W końcu, w pijanym stuporze, miałem moment jasności, w którym powiedziałem: "Nie mogę tego dłużej robić. Tak będzie wyglądała reszta mojego życia, chyba że coś zrobię."

Jakie było dla ciebie doświadczenie w Caron?

Caron zdecydowanie traktował mnie inaczej niż wszystkie inne ośrodki, w których byłam. Personel patrzył na mnie indywidualnie. Miałam indywidualnego doradcę. Miałam grupę, w której uczestniczyłam z terapeutą. Uczestniczyłem w grupie zajmującej się żałobą i stratą. Więc naprawdę spojrzeli na mnie jako na całą osobę i powiedzieli: "Ok, musimy zająć się tym, tym i tym", podczas gdy w innych miejscach mówili mniej więcej: "Musisz chodzić na spotkania, zdobyć sponsora i żyć długo i szczęśliwie". Nie zagłębiali się we wszystkie podstawowe powody, dla których w ogóle piłem.

Caron dał mi poczucie, że zasługuję na trzeźwość i że mogę to zrobić. Uwierzyli we mnie, zanim jeszcze ja uwierzyłem w siebie. Dali mi siłę, której potrzebowałem, by powiedzieć: "Ok, mogę to zrobić. Mogę to przezwyciężyć." Byłem kilka razy blisko drzwi śmierci, zanim trafiłem do Caron. Myślałem, że umrę. Ale Caron pokazał mi, że mogę przepisać moją historię, że może być inna. Dali mi nadzieję, której nie czułam od naprawdę długiego czasu.

Jak ważna była społeczność, której byłaś częścią w Caron?

Caron nauczył mnie, że społeczność jest wszystkim, że nie można walczyć z uzależnieniem samemu, że trzeba polegać na innych ludziach. Tak, musisz polegać na swoim terapeucie. Musisz polegać na swojej rodzinie, ale tak naprawdę, ludzie tacy jak ty, którzy zmagają się z uzależnieniem, są tymi, którzy pomogą ci przejść przez trudne chwile i naprawdę zrozumieją przez co przechodzisz. Stali się dla mnie jak rodzina, na pewno.

Gdyby nie ludzie, którzy byli ze mną na leczeniu, nie wiem, czy byłbym dziś trzeźwy. Cały nasz czas spędzaliśmy razem. Jedliśmy razem. Mieliśmy wspólne grupy. To z nimi spędzałem cały swój wolny czas i dzieliliśmy się historiami. Dzięki nim czułem, że nie jestem sam, że rozumieją moją walkę i mój ból. Przeżyli to samo. Zawsze mówię, że mamy dokładnie tę samą historię, tylko inne szczegóły.

Bycie otoczonym przez innych ludzi, innych alkoholików i uzależnionych, którzy rozumieli, jak myślę i co czuję, pomogło mi przejść przez leczenie. Gdyby nie oni, nie sądzę, że miałbym odwagę, aby kontynuować leczenie. Personel z pewnością odegrał ogromną rolę, ale myślę, że rówieśnicy przebywający ze mną na leczeniu i inne osoby przebywające w tym samym czasie w Caron były kluczowe dla mojego powrotu do zdrowia.

W jaki sposób Program Rodzinny Caron pomógł ci poprawić twoje relacje?

Program Rodzinny jest niesamowity. Moja mama i tata uczestniczyli w pięciodniowym programie edukacyjnym dla rodzin. To pomogło im zrozumieć nieco więcej. Mój syn nie uczestniczył w programie, ale ponieważ pracownicy Caron podkreślali, że uzależnienie jest chorobą genetyczną, dali mi pozwolenie na przeprowadzenie z nim tych trudnych rozmów.

Wzięłam na siebie zadanie znalezienia odpowiedniego języka, którego mogłam z nim używać. Myślę, że kiedy przychodził do Caron, nawet kiedy był młodszy, a teraz ma 13 lat, i widział, że ludzie z różnych środowisk trafiają do Caron, pomaga mu to zrozumieć, że są tam ludzie, którzy będą cię kochać i pomogą ci się wyleczyć.

Nie jest wielkim mówcą, zwłaszcza teraz, gdy ma 13 lat. Czas spędzony w samochodzie to czas, kiedy mamy nasze niezręczne rozmowy, ponieważ jest on w pewnym sensie trzymany w niewoli. Nie musi nawiązywać kontaktu wzrokowego i nie musi szukać właściwych słów. Jego odpowiedzi dają mi znać, że słucha. Co jakiś czas powie rzeczy, które uświadamiają mi, że zwraca uwagę, bo dostrzega, że ten rodzic za dużo pije na tej imprezie rodzinnej, albo inne tego typu rzeczy.

W tym roku napisał w mojej kartce na Dzień Matki: "Dziękuję, że zmieniłaś dla mnie swoje życie".

On zasługuje na dobrą mamę, a ja dzięki Caronowi mogę być nią dzisiaj.