Dar dbałości o siebie: Jak wyzdrowienie nauczyło mnie kochać siebie

Udostępnij:

Moje problemy z samoakceptacją sięgają wczesnego dzieciństwa. Pamiętam, że zanim skończyłam 10 lat, czułam się bezwartościowa. Problem ten pogłębił się w gimnazjum i szkole średniej. Trwało to aż do wczesnej dorosłości, kiedy to podczas leczenia musiałam zmierzyć się z tym poczuciem bezwartościowości. Dziś akceptacja, miłość własna i dbałość o siebie są podstawą mojego zdrowienia.

Brak ujścia dla emocji

Jestem środkowym dzieckiem. Dorastając, nie czułam, że mam prawo głosu. Nie miałam ujścia dla negatywnych emocji - a miałam ich wiele. Większość z tych negatywnych emocji wynikała z niewłaściwego obrazu ciała.

Byłam pulchna, aż pewnego lata pojechałam na obóz i wróciłam szczuplejsza. Wszystko się zmieniło. Dostawałam komplementy. Chłopcy mnie zauważyli. I podobało mi się to. Pragnąc więcej takich dobrych uczuć, schudłam jeszcze bardziej. We wczesnych latach nastoletnich trafiłam do szpitala z powodu zaburzeń odżywiania, ale nie mogłam przestać szukać potwierdzenia z zewnątrz - łaknęłam każdego rodzaju uwagi, negatywnej lub nie.

Wkrótce odkryłem, że alkohol poprawia mi nastrój i poczucie własnej wartości. Szybko stał się on częścią moich rytuałów związanych z poszukiwaniem uwagi. Pierwszy raz piłem wódkę, aż trafiłem do szpitala. Była to pierwsza z 12 hospitalizacji, które miałem z powodu alkoholu, zanim w wieku 20 lat poszedłem na terapię.

Jakimś cudem udało mi się jednak przetrwać szkołę średnią i rozpocząć studia. Trzymałem się razem - w dni powszednie pracowałem w szkole, a w weekendy piłem na potęgę. Studia dodały jednak do tej mieszanki jeszcze bardziej zabójczą dla mnie kombinację: Narkotyki i mężczyźni.

Kiedy rozpoczęłam leczenie w Caron, nienawidziłam siebie. Głodziłam się, praktycznie wyniszczałam swoje ciało alkoholem i narkotykami oraz angażowałam się w kontakty seksualne z ludźmi, na których tak naprawdę mi nie zależało - a wszystko po to, by naprawić coś, z czego istnienia nie zdawałam sobie sprawy.

Przełamanie się do miłości własnejWszystko
stało się jasne w pierwszych dniach leczenia, kiedy uczestniczyłam w sesji terapii grupowej. Wszyscy musieliśmy podzielić się jakimś sekretem. Postanowiłam podzielić się traumą, o której nigdy wcześniej nikomu nie mówiłam: Byłam wykorzystywana w toksycznym związku. Opowiedziałam całą historię, a wraz z nią pojawiły się wszystkie te emocje. Płakałam i czułam się taka bezbronna. To była piękna rzecz. Zrobiłam krok naprzód i powiedziałam ludziom, których znałam zaledwie od miesiąca, o głębokim, mrocznym sekrecie. Ta sesja pomogła mi uświadomić sobie, że muszę nadal zajmować się tymi doświadczeniami i uczuciami podczas terapii. Zrozumiałam wtedy, że zasługuję na to, by kochać i szanować siebie i oczekiwać, że inni będą mnie tak traktować. Zrozumiałam też, jaką rolę te problemy odegrały w moim uzależnieniu od substancji psychoaktywnych i że ciągłe zajmowanie się nimi pomoże mi w ogólnym zdrowieniu.

Zdefiniowanie miłości do siebiePraktykowaniemiłości do
siebie nie zawsze jest łatwe, ale stanowi kluczowy element mojego zdrowienia. Stworzyłam podstawy miłości do siebie, aby wspierać swój stały rozwój. Oto kilka przykładów:

Bycie wrażliwym

.

Bezbronność była dla mnie drogą do samoakceptacji. Czasami postrzegamy bezbronność jako słabość; tak jakby okazywanie uczuć czy płacz były słabe. Ale to nie może być dalsze od prawdy. Kiedy ktoś mi się zwierza, mówi prawdę o tym, co czuje, to pokazuje mi, jak bardzo jest silny.

Bycie odpowiedzialnym. Przed leczeniem każda silna emocja skłaniała mnie do natychmiastowego sięgnięcia po drinka. Muszę być odpowiedzialny za siebie, żeby się nie cofać, ale muszę też pamiętać, że odpowiedzialność jest pozytywna. Odpowiedzialność nie oznacza kary. Dziś, kiedy pracuję nad uzyskaniem tytułu magistra, jeśli nie dostanę oceny, której pragnę, nie zamierzam się za to upijać. Zamiast tego pytam: "Dobra, co poszło nie tak? Jak mogę iść do przodu?". Uznaję swoje błędy bez rozwodzenia się nad nimi, a także akceptuję fakt, że jestem człowiekiem i nie jestem doskonały.

Wyznaczanie granic. Często byłam wykorzystywana, ponieważ nigdy nie chciałam nikogo skrzywdzić. Problem polegał na tym, że to ja byłam krzywdzona, ponieważ nie wiedziałam, jak wyznaczyć granicę. Na przykład po sześciu miesiącach pracy w Caron odwiedzałam okresowo rodzinę w innym stanie. Rodzina i przyjaciele chcieli spędzać ze mną czas, ale wiedziałam też, że muszę znaleźć czas na moje spotkania. Nie chciałam, żeby poczuli się odrzuceni, ale byłam w stanie zrozumieć, że nieuczęszczanie na spotkania może być szkodliwe dla mojego zdrowienia. Wyrażanie swoich potrzeb pozwoliło mi stworzyć zdrowe granice.

Ustalenie, co jest dla ciebie najlepsze. W zdrowieniu chodzi przede wszystkim o szczerość. Podobnie jak miłość własna. Nie możesz iść naprzód i prawdziwie kochać siebie, jeśli nie potrafisz szczerze powiedzieć, co najlepiej wspiera twój powrót do zdrowia, a co sprawia, że jesteś podatny na nawroty. Na przykład wiem, że muszę uważać na korzystanie z mediów społecznościowych. Wiele postów na portalach społecznościowych jest perfekcjonistycznych - ze znacznym naciskiem na kobiece ciała - i to może być dla mnie czynnikiem wyzwalającym nawrót choroby. Wybieram takie formy kontaktu z rodziną i bliskimi, które są dla mnie najzdrowsze.

Stosowanie zasad dbania o siebie w praktyce
























Czasami łatwiej jest pamiętać o tym, by dbać o siebie, niż to zrobić. Cztery filary dbania o siebie to: sen, odżywianie, ćwiczenia fizyczne i wsparcie społeczne. Staram się sobie o tym przypominać i nadawać priorytet następującym czynnościom:


















































  • Chodzenie na siłownię. Bez względu na to, jak bardzo jestem zajęty, staram się wykonywać jakieś ćwiczenia. Maksymalnie wykorzystuję ten czas, wyłączając całkowicie telefon komórkowy i wchodząc w swoją strefę.
  • Powtarzanie pozytywnych afirmacji. Codziennie patrzę na siebie w lustrze i powtarzam rzeczy, które mi się w sobie podobają. Ta praktyka pomaga zwiększyć poczucie własnej wartości i zastąpić negatywne myśli pozytywnymi uczuciami miłości do siebie.
  • Pomaganie innym. Czy to w mojej grupie 12-stopniowej, czy za pośrednictwem Caron, staram się być obecna w życiu innych ludzi. Bycie tam dla innych podnosi moją samoocenę, poczucie własnej wartości i poczucie własnej wartości. Trzy i pół roku temu nie wiedziałam, czy będę żyć. Dziś mogę pomóc innym zrozumieć, że mogą wyzdrowieć i prowadzić zdrowe i produktywne życie.
  • Utrzymywanie sieci wsparcia. Mój program leczenia w Caron opierał się na odpowiedzialności, dlatego ważne jest dla mnie posiadanie stałego systemu wsparcia, w tym przyjaciół, grupy 12 kroków i terapeuty, którzy na bieżąco udzielają mi informacji zwrotnych, jeśli mają zastrzeżenia co do mojego zachowania.

Przebyłem długą drogę na mojej drodze do zdrowienia. Żyję dzisiaj, ponieważ leczenie dało mi narzędzia, dzięki którym mogę podchodzić do życia w zdrowy i konstruktywny sposób. Nauczyłem się też kochać siebie i inwestować w dbanie o siebie. Teraz wiem, że nie muszę akceptować krytycznych głosów w mojej głowie i reagować na nie. Mogę je przyjąć do wiadomości, a następnie podjąć kroki niezbędne do zmiany swojego zachowania na lepsze. Wszyscy zasługujemy na życzliwość i szacunek - zarówno my sami, jak i inni. Chcę, abyście wiedzieli, że wy też jesteście wartościowi i kochani.